23-11-10, 18:34
|
#4 |
| Odp: brak tytułu - zainspirował vince ! vel wieczorne słońce Cytat:
Nie przejechali nawet jednego staja a w gąszczu traw coś się poruszyło. Kevin i Alice popatrzyli na siebie i bez słowa ruszyli w tamtą stronę. Na obu twarzach malowało się skupienie . Oboje byli gotowi na atak. Chłopak co po chwilę , mimowolnie, kładł rękę na rękojeści sztyletu. Alice gładziła Kanę bo głowie i szeptała coś do niej. W pewnym momencie Enya zatrzymała się i zaczęła warczeć na coś w trawie. Łowczy ostrożnie ześliznął się z grzbietu kocicy i podszedł w stronę, którą sygnalizowała. Uchylił źdźbła traw wyciągniętym sztyletem. I roześmiał się cicho.
- Co to jest? – Zapytała dziewczyna.
- Chodź i sama zobacz – chowając broń.
Alice podeszła a strach odleciał , gdy zobaczyła co chowa się w krzakach.
Tym czego się tak bali był zwykły jeż. Najwidoczniej wyszedł na łowy po zmroku.
- Enya , jeża się przestraszyłaś?
Kocica odpowiedziała swojej pani gniewnym, tłumaczącym się pomrukiem.
- Tak , tak . Nic się nie stało , jedziemy dalej.
- Byle szybko – odparł chłopak.
Przeciągły gwizd jaki usłyszeli przeraził ich i zmroził im nogi. Nie mogli się ruszyć.
Przed nimi na zachodzie w pewnej odległości buchnął dym. Trawa szybko zajęła się ogniem, który podążał w zawrotnym tempie w ich kierunku. Alice w momencie była już na Kanie.
Kevin wskoczył na pumę.
-Zawracaj! – krzyknął chłopak – to nie jest zwykły ogień.
Trzask z jakim łamały się małe drzewka. Przerażał ich. Uciekali a ogień był coraz bliżej.
- Rozdzielmy się!- chłopak przedarł się głosem przez huk palącego ognia.
Wydawało się że głowa eksploduje im od środka. Skręcili w jednym momencie w różne strony lecz to nic nie dało. Ogień najnormalniej w świecie rozszczepił się na dwoje i pomknął za nimi. Kevin już wiedział co to jest i kto jest sprawcą. Czarodziej. Chłopak nakazał Enyi aby zatoczyła łuk i pojechała w kierunku dymu. Chwycił za łuk , wyjął strzałę z kołczanu i napiął cięciwę. Czekał cierpliwie z brzechwą przy prawym policzku aż Enya podbiegnie na dobrą, odległość. Dojrzał to co chciał zobaczyć , lecz był jeszcze za daleko. Odczekał chwilę po czym wypuścił strzałę w kierunku napastnika ubranego w czerwoną , obszerną togę z żółtym pasem i czarnym skorpionem na piersi. Czarodziej poruszył prawą ręką przed twarzą w momencie , w którym wydawałoby się że strzała dosięga celu. Kevin był pewien że strzała uderzyła napastnika w gardło. Nic z tych rzeczy . Spokojnie zatrzymała się przed ręką mężczyzny i opadła na ziemie.
- Mogłem się tego spodziewać – mruknął do siebie chłopak.
Podjechał bliżej. Czarodziej pstryknął palcami, ogień zatrzymał się i zgasł.
- Czemu nas zaatakowałeś?.
Z tyłu usłyszał kroki Kany i wyczuł obecność Alice.
- Ja już wiem czemu – odparła dziewczyna – popatrz w górę.
Za plecami mężczyzny, na wzgórku , jechało konno dwóch ludzi, szybko oddalając się.
- Jedź za nimi Alice.
- Jesteś pewny? Łypnęła gniewnie okiem na chłopaka.
- Tak , poradzę sobie.
Tygrys jakby czytał w myślach dziewczyny, sprężył się do skoku i zamarł w takiej pozycji.
Czarodziej z uśmiechniętą miną i uniesioną ręką wpatrywał się nie w zwierzę i dziewczynę a w osłupiałego łowcę. Czar paraliżujący był tak silny że Alice nie miała jak ruszyć ręką. Mogła jedynie oddychać. Rozbawiony wyraz twarzy mężczyzny wskazywał na to że była to dla niego drobnostka. Kevin zaczął się denerwować. Jeśli ten człowiek mógł rzucić tak złożony czar w mgnieniu oka bez największego wysiłku, co on, łowca mógł zrobić przeciw tak potężnej magii? Zsiadł z Enyi , wyprostował się, pogładził rękojeści sztyletów i przekrzywił głowę raz w jedną raz w drugą stronę , strzelając przy tym tak głośno karkiem że trzask stawów był nie do zniesienia.
- Może zatańczymy? – zapytał chłopak wyciągając oba puginały z pochew.
- A bardzo chętnie, dam Ci lekcję. Zapamiętasz ją.
Czarodziej odwrócił się i wyciągnął coś z plecaka , który leżał tuż obok jego prawej stopy.
Kevin dojrzał tylko kulę pełną kolców. Po czym, mag wymówił zaklęcie a w jego ręku zmaterializował się kiścień i to nie byle jaki . Trzonek narzędzia był o wiele dłuższy, miał na oko prawie dwa łokcie. Łańcuch, na którym zawieszona była błyszcząca, srebrna kula , był takiej samej barwy. Mag dotknął bijaka i szepnął coś niezrozumiale . Na miejscu jednej kuli pojawiły się trzy o barwie szkarłatu. Kevin od razu wiedział że ta broń nie jest zwykła. Dookoła narzędzia , przy każdym poruszeniu , widać było niebieskawą poświatę. Chłopak popatrzył w niebo , przełknął ślinę i stwierdził:
- Tańczcie Zarani.
Trzema szybkimi krokami znalazł się przy czarodzieju. Odchylił się mocno w lewo, zamarkował cios i odchylił się do tyłu. Chciał sprawdzić jak zachowa się przeciwnik. Reakcji nie było żadnej. Mężczyzna stał jak poprzednio, nie ruszył się nawet o cal.
- Masz zamiar walczyć, czy pokazywać sztuczki jarmarczne?
Te słowa rozwścieczyły Kevina. Szybkim skokiem zaatakował. Czarodziej uchylił się i rzucił się w wir walki. Chłopak zwodem wyszedł spod ramienia napastnika i przeszedł do ataku . Wykonał piruet znalazł się za plecami wroga. Gdy ten odwrócił się, Kevin zrobił wypad i ciął od prawej, drugim sztyletem zasłaniając swoją szyję tak jak uczył go ojciec. Nie był jednak przygotowany do walki z taką bronią . Nie uczył się walki z tarczą, nie podejrzewał nigdy że będzie mu potrzebna taka umiejętność. A powinien. Cios w udo odrzucił go na sporą odległość. Łowczy przez chwilę analizował co się stało. Dla niego nie do pomyślenia było aby ktokolwiek był szybszy niż on. Podniósł głowę i spojrzał na przeciwnika , który nie poruszył się ze swojego miejsca. Kevin zakipiał gniewem i to był jego błąd. Zazwyczaj był opanowany i za każdym razem rozmyślał przed jakąkolwiek akcją jak może wykorzystać swoje umiejętności. Niestety nigdy nie walczył z czarodziejem tak zaawansowanym w swojej dziedzinie a do tego tak sprawnie władającym bronią . Taki człowiek nie istniał w jego świecie. Ale już samo pojawienie się Malakhela było zapowiedzią że coś się zmienia. Chłopakowi brakowało pomysłu, więc uznał że najlepszą obroną jest atak. Przezwyciężył ból , który nasilił się gdy wstał i zaatakował. Szybką fintą zmylił przeciwnika i już miał wbić rękojeść prawego sztyletu pod ramię gdy poczuł na głowię rękę czarodzieja. Ostatnim co usłyszał było słodkie:
- Za późno…
| |
|
| |