Strona główna | Użytkownicy | Grupy | Szukaj | Rejestracja |
 
| Rejestracja

Serwer War3 cs Warcraft 3 mod 80.72.41.210:27228 [S/NS] steam
Serwer Diablomod Diablomod 194.149.88.242:27017 [S/NS] steam
Serwer FFA FFA 193.33.177.14:27231 [S/NS] steam
Serwer Pokemod Pokemod 91.210.130.90:27004 [S/NS] steam
Serwer Minecraft Minecraft mc.volta-sq.pl:32403 1.2.4
Serwer Teamspeak 3 TeamSpeak ts.volta-sq.pl 3.0

Książki O książkach, lekturach, artykułach w gazetach! Najwybitniejsi pisarze jak i Ci niezbyt respektowani!

Zamknięty temat

Odsłon tematu: 488  
Stare 20-11-10, 00:50   #1

 
Anod@
 
Wiek: 22
Posty: 1,261


brak tytułu - zainspirował vince ! vel wieczorne słońce

Cytat:
Wieczorne słońce chyliło się ku zachodowi. W ciepłych promieniach Kevin czuł się jakby przeżywał kolejny orgazm po spełnionej nocy.
Myśl o niej nie dawała mu spokoju.
- Może jednak jej powiedzieć? - zamyślił się młodzieniec.
Z zadumy wyrwał go szelest traw tuż za nim. Odwrócił się i zobaczył jelenia wychodzącego z gąszczu. Mimo uniesionego łuku, który wyciągnął nie wiedzieć kiedy, uśmiechnął się na ten widok.
- To nic , tylko jeleń. Sam siebie uspokajał. Nagle dostał czymś twardym w głowę. Zatoczył się, potknął jeszcze o przydrożny głaz i wywinął dzikiego hołubca, uderzając przy tym głową o ziemię. Skulił się , oczekując na kolejny cios, lecz ten nie został zadany.
Z zamkniętymi oczami czekał w ciszy . Napastnik go zaskoczył. Co wcale mu się nie podobało . Rzadko któremu udawało się tego dokonać. W końcu otworzył oczy . Widok sprawił że chłopak wstał na równe nogi z takim impetem, iż mało brakowało a przewrócił by się i spadł z urwiska.
- Oszalałeś Vince?.
Przez chwilę patrzyli sobie w oczy , mierząc się wzrokiem. Widać było tańczące iskierki w oczach Kevina i rozbawiony uśmiech na twarzy rywala. Ponad Vincem unosiła się lekka niebieskawa poświata i dopiero w tym momencie łowczy zdał sobie sprawę z tego czym został uderzony. Już wiedział że nie miał najmniejszych szans obronić się przed prześladowcą. Gdyż nie zostawiał żadnych śladów . Orężem była czysta magia. Kevin dostrzegł to dopiero teraz . Obraz buławy obitej gumą, aby nie zadać przyjacielowi najmniejszej rany był tak czysto spirytystyczny że aż rozmywał się przed oczami.
- Nie cierpię twoich zabaw. Rzekł twardo Kevin
- Musisz się szkolić, w końcu to Ty zostałeś wielkim łowczym. Drwiący uśmieszek nie znikał z ust adepta sztuk magicznych.
- Chyba zbyt poważnie do tego podchodzisz przyjacielu. To że nim zostałem nie znaczy że masz mi codziennie o tym przypominać i to w sposób jaki bym sobie tego nie życzył.
- Nie wiadomo co Cię spotka w dziczy. Zawsze musisz być przygotowany. Przecież chce Ci tylko pomóc.
-Wiem, wiem . Odparł Kevin i usiadł na kamieniu obok.
- Rozmawiałeś z Julią?. Zapytał Vince.
- Nie , nie miałem kiedy.
Magik pokręcił głową.
- Przecież prędzej czy później będziesz musiał jej powiedzieć.
- To nie takie proste. Odparł łowczy.
- Zostałeś pierwszym w wiosce to wiele znaczy. Musisz pogodzić jedno z drugim.
- Dzisiaj jej powiem … muszę.
Vince wstał i poklepał przyjaciela po plecach.
- Wiem że zrobisz wszystko co w Twojej mocy ale nie zapominaj że ona jest najważniejsza.
Po raz kolejny denerwujący uśmieszek zagościł na twarzy magika.
Kevin kochał przyjaciela jak brata, którego nigdy nie miał, mimo to zawsze rywalizowali o względy tej jednej a kiedy wygrał i Julka wreszcie była pewna co do niego czuje , nie mógł pozbyć się wrażenia że Vince się od niego oddala coraz bardziej.
Przełknął ślinę i wstał.
- Powinienem iść. Dzisiejszej nocy muszę wyruszyć.
- Wiem. Mam coś dla Ciebie. Odparł Vince. – To kamień mojego ojca. Podał chłopakowi zawiniątko okryte owczą skórą.
- Chcę żebyś go wziął ze sobą .
- Nie mogę tego zrobić , wiem ile dla Ciebie znaczy. To magiczny kamień.
- Zostanie w dobrych rękach. Wiesz jak się nim posługiwać?
Kevin wiedział, mimo to zdawał sobie sprawę z tego jaką wielką radość sprawia przyjacielowi pouczanie innych. W końcu był młodym czarodziejem. A czarodzieje mają jedno zadanie – nauczać ludzi .
- Nie, wytłumacz mi. Odparł łowczy.
- Gdy będziesz zdezorientowany, nie będziesz znał drogi , albo coś stanie się niewytłumaczalnego , potrzyj go trzy razy wierzchem dłoni. Zadziała na pewno . Z drwiącego uśmiechu Vince przeszedł na minę wyniosłego czarodzieja mającego kilkadziesiąt lat praktyki. Kevin bardziej niż uśmieszków przyjaciela nie lubił tego wyniosłego tonu i miny jaką obdarzał ludzi Vince kiedy musiał coś tłumaczyć , jednak jemu samemu sprawiało to wielką radość. Kevin nic nie odpowiedział , uśmiechnął się najcieplej jak potrafił i wstał.
- Musze iść Julia na mnie czeka.
- Tak, czeka. Odparł adept.
- Wpadnę do Ciebie przed samą wyprawą.
- Nie przychodź , nie zapeszaj. Odparł Vince
Kevin popatrzył na niego kątem oka ale nic nie powiedział. Odwrócił się tylko i zszedł stromym zboczem.
Vince obrócił twarz w stronę zachodzącego słońca i przyglądał się ostatnim promykom miesiąca vretnia . Nie mógł zobaczyć jak Kevin odchyla się nagle z dołu stoku i rzuca niewielki kamień. Był łowczym, nie miał możliwości nie trafić. Kamyk wyrżnął Vinca prosto w czoło. Ten zatoczył się i upadł, na czole szybko rósł wielki guz.
Ostatnim co usłyszał było:
- Pamiętaj, nie zawierzaj magii, licz na siebie .
proszę o jakiekolwiek uwagi krytyka wskazana , napisałem to na szybko można powiedzieć , wymyśliłem na poczekaniu , tytułu brak bo go nie mam może ktoś podrzuci jakiś pomysł może wymyślę później
 
Stare 20-11-10, 15:02   #2

 
Anod@
 
Wiek: 22
Posty: 1,261


Odp: brak tytułu - zainspirował vince ! vel wieczorne słońce

Cytat:
Kevin przeszedł szybkim krokiem między chatami . Uważnie rozglądając się czy nikt go nie obserwuję. Wydostał się poza wioskę i skierował kroki w stronę domku Julii.
Miał jeszcze kawałek do przebycia więc pogrążył się we własnych myślach.
Po chwili wszedł między drzewa okalające całą dolinę, w której ukryta była wioska.
Z zadumy wyrwała go świadomość niebezpieczeństwa . Instynkt zadziałał samoczynnie. Chłopak rzucił się w bok , po czym przeturlał parę metrów dalej. Tylko dzięki zwierzęcej zwinności uniknął zabójczych pazurów napastnika.
Nic dziwnego – od lat dziecięcych uczył się jak zostać łowczym. To było dla niego normalne. Kątem oka dostrzegł drugi kształt wychodzący zza wielkiego dębu.
Nie miał jednak czasu przyglądać się temu, gdyż pierwszy napastnik pędem puścił się w jego stronę. Kevin rozpoznał przeciwnika i jęknął z podziwu. Szarżował na niego Malakhel.
Nigdy jeszcze nie widział tak pięknej istoty. Tylko w księgach można było o nich przeczytać.
Żyły w najdalszych górach Ebron na całkowitym odludziu. Tam gdzie nikt nigdy się nie zapuszczał.
Pysk potwora miał barwę złota, jak reszta ciała . Przypominał trochę głowę jaszczura z tym że był trzy razy większy. A paszczęka uzębiona była niczym piła do cięcia drzew. Tułów masywny i ciężki a mimo to zwinny jak lwi miał właśnie taki kształt. Ogromne umięśnione nogi przy każdym poruszeniu wydzierały grudę ziemi. Zakończone były czterema szponami. Całość dostojności wieńczyły ogromne skrzydła. W ostatnich promieniach zachodzącego słońca mieniły się wszystkimi kolorami tęczy. Nie było czasu na przyglądanie się . Chłopak wyszarpnął z bocznych pochew dwa długie sztylety o pięknych rękojeściach – podarunek od ojca w dzień swojej pełnoletniości. Potem wszystko poszło gładko. Uskoczył przed nacierającym potworem. Zwierzę nic jednak sobie z tego nie robiło, w mgnieniu oka obróciło się na pięcie i rzuciło się do ataku. Kevin uniknął ostrych pazurów tylko dzięki wykonaniu piruetu. Znalazł się za plecami stwora , przykucnął tak jak w czasie treningów z ojcem, uderzył prawą ręką i ciął straszliwie nogę potwora przecinając mu ścięgna na wysokości kolana . Potwór zaryczał popatrzył na nogę ociekającą krwią a w zielonych oczach zatańczyły ogniki wściekłości. Chłopiec odsunął się na pewną odległość, przybrał postawę i czekał w gotowości na atak przeciwnika. Długo czekać nie musiał. Malakhel odchylił się do tyłu, stanął na tylnych łapach, wydał głośny ryk i rozłożył piękne skrzydła. Zamachał nimi dwukrotnie i uniósł się w powietrze. Kevin stał czujny i gotowy . Mimo to nie mógł oprzeć się wrażeniu że nie powinien z nim walczyć . To w ogóle nie powinno się stać. Szukał w myślach odpowiedzi na pytanie – co potwór robi w tych okolicach. Nie miał jednak czasu na zastanowienie się nad tym . Przeciwnik mu go nie dał. Malakhel potężnie zaryczał i rzucił się na napastnika niczym bełt wypadający z kuszy. Wszystkie ruchy Kevina wykonywały się samoczynnie. Działał jak maszyna. Odchylił się i zamarkował cięcie od lewej. Natychmiast przerzucił ciężar na drugą nogę i wykonał odwrotny piruet. Zwierzę nie spodziewało się tego. Koniec sztyletu przejechał przez pierś napastnika i odrzucił go na bok. Nie wszystko jednak poszło po myśli łowcy.
Nie wziął poprawki na to iż uderzenie da zwierzęciu możliwość ugodzenia w niego ogonem. Malakhel podciął chłopaka . Ból w kolanie rozjaśnił na chwilę umysł Kevina. Ciężko padł na twardą glebę. Potwór już stał nad nim. Wydawało się że nic nie robi sobie z faktu cieknącej krwi na swojej klatce piersiowej . Posoka plamiła złotą sierść zwierzęcia . Kevin w akcie desperacji próbował się przeturlać na bezpieczną odległość. Łapa potwora pacnęła go w głowę uniemożliwiając jakikolwiek ruch . Dziwne pomyślał – żyje. Naglę potwór się cofnął i zobaczył mężczyznę w czarnym płaszczu. Ciemne włosy sięgały mu do ramion. Czarny płaszcz bez jakichkolwiek wzorów otulał go od stóp do szyi. Ogolona twarz nie wyrażała zupełnie niczego. Malakhel odsunął się na trzy metry i usiadł posłusznie.
- Kim jesteś? Zapytał chłopak.
- Dowiesz się w swoim czasie. Podnieś się idziesz ze mną.
Kevin spojrzał mu w oczy i wydał z siebie okrzyk przerażenia . Jego oczy były czerwone w żółte cętki. Chłopak nigdy nie widział czegoś podobnego. Usiłując wstać poczuł jak ziemia się trzęsie , jakby cały tabun koni przebiegał obok – wiedział co jest grane. Podniósł się szybko i dostrzegł jak z pomiędzy drzew wypada ogromna biała puma i rzuca się na Malakhela . Zaskoczone zwierzę usiłowało zrzucić wielkiego kota z siebie. To było na nic zręcznie blokowała mu drogę ucieczki. Z lasu wyskoczył wielki tygrys, na którym siedziała młoda dziewczyna. Kevin przeklął w duchu swoją sytuacje. Mężczyzna w czerni lekko zaskoczony uskoczył w bok. Żeński głos rozległ się spod kaptura.
- Kana nie pozwól mu uciec! I zeskoczyła z grzbietu zwierzęcia.
Tygrys skoczył w kierunku czarnego kształtu ale ten zamazał się i rozpłynął. Zmaterializował się parę metrów dalej. Mężczyzna pstryknął palcami. Malakhel rozłożył skrzydła i w końcu strącił pumę z siebie . Ryknął i wzbił się w powietrze. Podleciał do mężczyzny. Ten wskoczył mu na grzbiet .
- Wrócę po Ciebie. Bądź gotowy.
Potwór wzniósł się w górę i zniknął nad koronami drzew.
- Co to u licha było ? Odezwała się dziewczyna odrzucając kaptur na ramiona.
Jej piękne, proste, blond włosy spływały po płaszczu i kończyły się dopiero poniżej pasa.
Kevin jęknął ze złości ale nie dał tego poznać po sobie.
- Nie mam pojęcia. Ten stwór to Malakhel. Nie występuję tutaj . Żyją w Ebron. Czytałem o nich w książkach.
- W Ebron?. Przecież to cholernie daleko. Obruszyła się dziewczyna.
- No i co z tego ? Zdaje mi się że ten facet go kontrolował. Nie wiem jak mu to się udało. Te stwory są zbyt dumne aby dały się komuś ujarzmić.
- No tak.
Kevin przełknął ślinę i zdobył się na to w końcu. Nie cierpiał gdy ktoś ratował mu skórę ale musiał podziękować. Uśmiechnął się jak najszczerzej i najmilej.
- Dziękuję Alice , chyba mnie uratowałaś. Dziewczyna przekrzywiła figlarnie głowę. Wiedziała że Kevinowi przychodzi to z trudem.
W końcu znała go od dawna.
- To nic takiego. Zrobiłbyś to samo.
Chłopak się zamyślił.
- Enya, chodź do mnie. – Dziewczyna zawołała na pumę która zajęła się wylizywaniem swojej łapy. Kot podszedł powoli i otarł się o ciało dziewczyny domagając się pieszczot.
Alice podrapała ją za wielkim uchem.
- To Enyi powinieneś podziękować, to ona usłyszała odgłosy walki.
- Dziękuję Enya. Kocica popatrzyła na chłopca i warknęła do niego dając do zrozumienia że podziękowanie przyjmuję.
- Muszę dostać się do Julii, nie wiem co to za facet ale jeśli przyszedł tu po mnie to mógł już u niej być . Mam nadzieje że nic jej nie jest.
- Podrzucę Cię , wskakuj na Enye.
Kocica popatrzyła na nią wymownie ale zmiękła pod błękitnym spojrzeniem swojej pani.
Podeszła do chłopaka i popchnęła go nosem.
Nie miał wyboru tak będzie najszybciej – pomyślał.
- Dobra jedźmy.
Alice uśmiechnęła się do niego.
- Tylko się mocno trzymaj, to nie to samo co jazda konno.
Jakbym nie wiedział pomyślał Kevin ale nic nie odpowiedział…
 
Stare 20-11-10, 21:44   #3

 
Anod@
 
Wiek: 22
Posty: 1,261


Odp: brak tytułu - zainspirował vince ! vel wieczorne słońce

Cytat:
Już z daleka widać było że coś jest nie tak. Strzępy prania leżały porozrzucane na trawie.
Kevinowi zrobiło się słabo. W końcu zatrzymali się przed chatą Julii. Enya wryła łapy w ziemię z takim impetem że Kevin o mało co nie spadł z jej grzbietu. Alice zatrzymała Kanę tuż obok.
- No, no. Niezła jatka tu musiała być.
Chłopak nie skomentował, biegiem puścił się w stronę domu. Drzwi były wyłamane , na ganku leżało pełno rzeczy. Wszedł do środka i to co zobaczył spowodowało że żołądek podjechał mu do gardła. Pokój wyglądał jakby przeszło przez niego tornado. Wszędzie walały się garnki , podarta odzież, sterty papierów leżały wszędzie.
- Ho , ho . Ktoś ewidentnie czegoś tu szukał.- Odparła Alice zza jego pleców.
Chłopak był bliski wybuchu płaczu. Opanował się jednak i zaczął przeszukiwać chatę czy były gdzieś ślady walki. Nic nie znalazł. Julii w środku też nie było.
- Nic nie wskazuje na to żeby Julia tu była, w momencie gdy ktoś tu się zakradł. – Powiedział Kevin. Sam siebie podniósł na duchu. Alice przyglądała się wszystkiemu z dziwną miną.
- Chyba masz racje, więc gdzie w takim wypadku jest?
- Nie mam pojęcia. Ale na pewno nie tu.
Łowczy wyszedł z chaty i zaczął chodzić na około niej odczytując ślady.
- Było ich dwóch. Prawdopodobnie mężczyzn. Jeden lekko kulał na lewą nogę.
- A kolor włosów i oczu też możesz wyczytać? – Zapytała z uśmiechem dziewczyna.
- Bardzo zabawne. – Odparł Kevin. – Przyszli ze wschodu , ale odeszli na zachód.
- Masz jakiś pomysł?
- Tak, jedziemy za nimi.
- Oszalałeś? Wieczorem wyruszasz. Nie możesz sobie tak po prostu za nimi pojechać.
- Byli tu niecałą godzinę temu jeśli, się pospieszymy dogonimy ich.
Alice przestraszyła się wyrazu twarzy chłopaka, znała go od małego, wychowywali się razem w wiosce , mimo że jej rodzina mieszkała na obrzeżach i hodowała dzikie koty . Ojciec Kevina zawsze zaprowadzał go do Alice. Lubił jej ojca – Bruna. A byli w prawię podobnym wieku więc często bawili się razem. Reszta ludzi bała się rodziny Alice ze względu na oswajanie dzikich zwierząt. Mimo wszystko ten wyraz przestraszył ją. Nie miała wyjścia i tak by mu uległa. Zawsze potrafił postawić sprawę na swoim.
- No to ruszajmy. – Wskoczyła na Kanę i ruszyła za chłopakiem jadącym na białej pumie.
Podążali drogą wiodąca na zachód ku odległemu o dziesięć mil miastu Khandra.
Koty poruszały się szybko także po kilkunastu minutach dotarli na skraj lasu.
Dziewczyna zatrzymała się i zaczęła się rozglądać po horyzoncie jednak nic nie zobaczyła.
- Musimy się pośpieszyć , niedługo będzie całkiem ciemno i wtedy ich na pewno nie odnajdziemy.
- Jakbym nie wiedział.
- A zastanawiałeś się co będzie jak ich dogonimy?
- Jak to co, grzecznie spytamy ich czego szukali w domu Julii. – Odparł młodzieniec.
- A jak nie będą skorzy do wyjaśnień?
Chłopak poprawił pochwy dwóch sztyletów zawieszonych po bokach i dodał.
- To pogadam z nimi po swojemu a potem zakopię ich w lesie.
- Ciekawy pomysł. – zachichotała Alice. – Podoba mi się , jedźmy !
Dziewczyna puściła się w dół zbocza. Kevin jeszcze raz przeklął w duchu jej podejście do problemów. Alice była niezwykłą optymistką, większość rzeczy uważała za błahe i szybko zapominała o problemach. Kevin był typowym przeciwieństwem dziewczyny. Zawsze przejmował się wszystkim , często był ponury i rzadko żartował. Można było powiedzieć że się wzajemnie uzupełniali. Kevinowi nigdy nie podobała się porywcza natura Alice, mimo iż lubił dziewczynę zawsze coś go od niej odpychało i przyciągało jednocześnie. Kiedyś, będąc dzieckiem , nie widząc jej cały tydzień , nie mógł wytrzymać i prosił ojca o to by go zaprowadził do niej. Teraz to się zmieniło ale często o niej myślał. Zjeżdżali w dół a przed nimi roztaczał się przepiękny widok na krainę Serethi. W oddali połyskiwała rzeka Arkans przecinająca kraj na dwie połowy. Po prawej stronie rzeki znajdowały się niewielkie osady koczowników na wpół wymarłe. Odwiedzane tylko co kwartał roku .
Mknęli na zwierzętach w bardzo szybkim tempie. Kana i Enya nie oszczędzały się.
Po kolejnych kilku minutach znaleźli się na płaskim terenie. Trudno było się poruszać w tym terenie . Gąszcz traw, tak wysokich że zasłaniał im cały widok , nie był dobry do tropienia,
Kevin odnajdywał drogę tylko dzięki swoim umiejętnością łowczym.
- Stój ! – Krzyknął do dziewczyny a zwierzęta posłusznie wryły łapy w ziemię.
- Co jest do cholery ? – Odezwała się zirytowana Alice.
- Popatrz przed siebie.
Alice zeskoczyła z grzbietu Kany , zrobiła dwa kroki i zobaczyła o co chodziło Kevinowi.
Droga była wydeptana w jednym miejscu. Podeszła bliżej i rozchyliła trawy.
- Nieźle , jak to zobaczyłeś?
- Nie widziałem tego, coś mi powiedziało żebym się zatrzymał.
- Co ? Dobra wróżka?
- Przeczucie. - Chłopak nie przejął się jej docinkami. Zsiadł i podszedł do niej, rozchylił bardziej trawę. Przed nimi rozciągał się dół na szerokość czterech i głębokość dwóch sążni.
Na samym dnie połyskiwały w bladej poświacie księżyca ostrza wbitych pik o złamanych drzewcach.
- Super , polujemy na kogoś a tym czasem sami staliśmy zwierzyną. Chyba są sprytniejsi niż myśleliśmy.
- Chyba tak, nie należy lekceważyć przeciwnika. Wiedzą o nas. Musimy być ostrożni. Jedziemy dalej tylko zwracaj uwagę na wszystko co wydaje Ci się podejrzliwe.
Chłopak wskoczył na Enye a kocica ruszyła dalej bezpiecznie okrążając dół.
- Ostrożna , ostrożna . Łatwo Ci mówić ! Ja nie jestem łowczym!
- To staraj się nim być. – Odparł Kevin…
 
Stare 23-11-10, 18:34   #4

 
Anod@
 
Wiek: 22
Posty: 1,261


Odp: brak tytułu - zainspirował vince ! vel wieczorne słońce

Cytat:
Nie przejechali nawet jednego staja a w gąszczu traw coś się poruszyło. Kevin i Alice popatrzyli na siebie i bez słowa ruszyli w tamtą stronę. Na obu twarzach malowało się skupienie . Oboje byli gotowi na atak. Chłopak co po chwilę , mimowolnie, kładł rękę na rękojeści sztyletu. Alice gładziła Kanę bo głowie i szeptała coś do niej. W pewnym momencie Enya zatrzymała się i zaczęła warczeć na coś w trawie. Łowczy ostrożnie ześliznął się z grzbietu kocicy i podszedł w stronę, którą sygnalizowała. Uchylił źdźbła traw wyciągniętym sztyletem. I roześmiał się cicho.
- Co to jest? – Zapytała dziewczyna.
- Chodź i sama zobacz – chowając broń.
Alice podeszła a strach odleciał , gdy zobaczyła co chowa się w krzakach.
Tym czego się tak bali był zwykły jeż. Najwidoczniej wyszedł na łowy po zmroku.
- Enya , jeża się przestraszyłaś?
Kocica odpowiedziała swojej pani gniewnym, tłumaczącym się pomrukiem.
- Tak , tak . Nic się nie stało , jedziemy dalej.
- Byle szybko – odparł chłopak.
Przeciągły gwizd jaki usłyszeli przeraził ich i zmroził im nogi. Nie mogli się ruszyć.
Przed nimi na zachodzie w pewnej odległości buchnął dym. Trawa szybko zajęła się ogniem, który podążał w zawrotnym tempie w ich kierunku. Alice w momencie była już na Kanie.
Kevin wskoczył na pumę.
-Zawracaj! – krzyknął chłopak – to nie jest zwykły ogień.
Trzask z jakim łamały się małe drzewka. Przerażał ich. Uciekali a ogień był coraz bliżej.
- Rozdzielmy się!- chłopak przedarł się głosem przez huk palącego ognia.
Wydawało się że głowa eksploduje im od środka. Skręcili w jednym momencie w różne strony lecz to nic nie dało. Ogień najnormalniej w świecie rozszczepił się na dwoje i pomknął za nimi. Kevin już wiedział co to jest i kto jest sprawcą. Czarodziej. Chłopak nakazał Enyi aby zatoczyła łuk i pojechała w kierunku dymu. Chwycił za łuk , wyjął strzałę z kołczanu i napiął cięciwę. Czekał cierpliwie z brzechwą przy prawym policzku aż Enya podbiegnie na dobrą, odległość. Dojrzał to co chciał zobaczyć , lecz był jeszcze za daleko. Odczekał chwilę po czym wypuścił strzałę w kierunku napastnika ubranego w czerwoną , obszerną togę z żółtym pasem i czarnym skorpionem na piersi. Czarodziej poruszył prawą ręką przed twarzą w momencie , w którym wydawałoby się że strzała dosięga celu. Kevin był pewien że strzała uderzyła napastnika w gardło. Nic z tych rzeczy . Spokojnie zatrzymała się przed ręką mężczyzny i opadła na ziemie.
- Mogłem się tego spodziewać – mruknął do siebie chłopak.
Podjechał bliżej. Czarodziej pstryknął palcami, ogień zatrzymał się i zgasł.
- Czemu nas zaatakowałeś?.
Z tyłu usłyszał kroki Kany i wyczuł obecność Alice.
- Ja już wiem czemu – odparła dziewczyna – popatrz w górę.
Za plecami mężczyzny, na wzgórku , jechało konno dwóch ludzi, szybko oddalając się.
- Jedź za nimi Alice.
- Jesteś pewny? Łypnęła gniewnie okiem na chłopaka.
- Tak , poradzę sobie.
Tygrys jakby czytał w myślach dziewczyny, sprężył się do skoku i zamarł w takiej pozycji.
Czarodziej z uśmiechniętą miną i uniesioną ręką wpatrywał się nie w zwierzę i dziewczynę a w osłupiałego łowcę. Czar paraliżujący był tak silny że Alice nie miała jak ruszyć ręką. Mogła jedynie oddychać. Rozbawiony wyraz twarzy mężczyzny wskazywał na to że była to dla niego drobnostka. Kevin zaczął się denerwować. Jeśli ten człowiek mógł rzucić tak złożony czar w mgnieniu oka bez największego wysiłku, co on, łowca mógł zrobić przeciw tak potężnej magii? Zsiadł z Enyi , wyprostował się, pogładził rękojeści sztyletów i przekrzywił głowę raz w jedną raz w drugą stronę , strzelając przy tym tak głośno karkiem że trzask stawów był nie do zniesienia.
- Może zatańczymy? – zapytał chłopak wyciągając oba puginały z pochew.
- A bardzo chętnie, dam Ci lekcję. Zapamiętasz ją.
Czarodziej odwrócił się i wyciągnął coś z plecaka , który leżał tuż obok jego prawej stopy.
Kevin dojrzał tylko kulę pełną kolców. Po czym, mag wymówił zaklęcie a w jego ręku zmaterializował się kiścień i to nie byle jaki . Trzonek narzędzia był o wiele dłuższy, miał na oko prawie dwa łokcie. Łańcuch, na którym zawieszona była błyszcząca, srebrna kula , był takiej samej barwy. Mag dotknął bijaka i szepnął coś niezrozumiale . Na miejscu jednej kuli pojawiły się trzy o barwie szkarłatu. Kevin od razu wiedział że ta broń nie jest zwykła. Dookoła narzędzia , przy każdym poruszeniu , widać było niebieskawą poświatę. Chłopak popatrzył w niebo , przełknął ślinę i stwierdził:
- Tańczcie Zarani.
Trzema szybkimi krokami znalazł się przy czarodzieju. Odchylił się mocno w lewo, zamarkował cios i odchylił się do tyłu. Chciał sprawdzić jak zachowa się przeciwnik. Reakcji nie było żadnej. Mężczyzna stał jak poprzednio, nie ruszył się nawet o cal.
- Masz zamiar walczyć, czy pokazywać sztuczki jarmarczne?
Te słowa rozwścieczyły Kevina. Szybkim skokiem zaatakował. Czarodziej uchylił się i rzucił się w wir walki. Chłopak zwodem wyszedł spod ramienia napastnika i przeszedł do ataku . Wykonał piruet znalazł się za plecami wroga. Gdy ten odwrócił się, Kevin zrobił wypad i ciął od prawej, drugim sztyletem zasłaniając swoją szyję tak jak uczył go ojciec. Nie był jednak przygotowany do walki z taką bronią . Nie uczył się walki z tarczą, nie podejrzewał nigdy że będzie mu potrzebna taka umiejętność. A powinien. Cios w udo odrzucił go na sporą odległość. Łowczy przez chwilę analizował co się stało. Dla niego nie do pomyślenia było aby ktokolwiek był szybszy niż on. Podniósł głowę i spojrzał na przeciwnika , który nie poruszył się ze swojego miejsca. Kevin zakipiał gniewem i to był jego błąd. Zazwyczaj był opanowany i za każdym razem rozmyślał przed jakąkolwiek akcją jak może wykorzystać swoje umiejętności. Niestety nigdy nie walczył z czarodziejem tak zaawansowanym w swojej dziedzinie a do tego tak sprawnie władającym bronią . Taki człowiek nie istniał w jego świecie. Ale już samo pojawienie się Malakhela było zapowiedzią że coś się zmienia. Chłopakowi brakowało pomysłu, więc uznał że najlepszą obroną jest atak. Przezwyciężył ból , który nasilił się gdy wstał i zaatakował. Szybką fintą zmylił przeciwnika i już miał wbić rękojeść prawego sztyletu pod ramię gdy poczuł na głowię rękę czarodzieja. Ostatnim co usłyszał było słodkie:
- Za późno…
 
Stare 16-12-10, 21:29   #5

 
Anod@
 
Wiek: 22
Posty: 1,261


Odp: brak tytułu - zainspirował vince ! vel wieczorne słońce

Cytat:
Delikatne muśnięcie na twarzy wyrwało go z ciepłej , głębokiej czerni snu. A może to nie był sen ? Powoli podniósł lewą powiekę i nagle wszystko wróciło. Przypomniał sobie co się stało. Czarodzieja , walkę, przegraną. Otworzył drugie oko a szkarłat wypłynął na jego policzki. Tym co zobaczył był krągły biust, w obcisłej koszuli, pochylającej się nad nim dziewczyny.
- Panie, daj mi siłę. – wydobył z siebie Kevin, zgrzytając przy tym zębami.
Alice odsunęła się od chłopaka. Ten widok przeraził łowczego.
- No co ? Myślałam że nie żyjesz. – Dziewczyna otarła oczy mokre od łez, odwinęła się i uderzyła chłopaka z całej siły, pięścią, prosto w nos.
Kevin aż krzyknął z bólu.
- Nie waż się nigdy więcej umierać! – Alice była tak zdenerwowana że aż jej się ręce trzęsły.
- O co Ci do cholery chodzi kretynko? – Chłopak dał upust swoim emocjom.
Dziewczyna przylgnęła do niego tak silnie że prawie stracił oddech.
- E? Alice, nie mogę oddychać – wykrztusił z trudem.
- Przepraszam, przestraszyłam się – odzyskała mowę – nie wiedziałam co powiem Julii. To dlatego płakałam.
Usprawiedliwienia przyjaciółki jakoś go nie zainteresowały. Sięgnął ręką do prawego boku i wyczuł pod palcami bandaż założony dosyć nierówno. Popatrzył wkoło.
- Uciekł, uwalniając mnie wcześniej, powiedział żebym się tobą zajęła.
Nic nie odpowiedział.
- Musimy wracać. Chyba na razie nic nie możemy zrobić.
Kevin wstał pokonując ból i śmiesznie przy tym stękając.
- Masz rację.


Rozdział drugi – Płomień

Czarna, bezkształtna poczwara schodziła szybkimi krokami z marmurowych schodów.
Ruchy były płynne lecz nie dało się zauważyć czym jest. Conak wiedział. Znał go od małego.
Vygl już na długo przed jego urodzeniem, ślubował jego ojcu służbę. Pół człowiek , pół naskharianin zatrzymał się przed swoim pracodawcą i czekał na rozkazy.
- Mów – rozkazał chłopak.
- Tak jak chciałeśśśś panie. Chłopak zossstał przetessssstowany.
Władca Akheranu wzdrygnął się na jego głos. Zawsze tak reagował, to nie było zależne od niego.
- Jaki wynik? – zapytał młodzian.
- Żadnej magii – odparła pokraka.
- Niedobrze.
- Mamy go wykończyć?
- Nie ! Zostawcie go w spokoju, nie jest mi potrzebny.
- A może by tak…
- Ani mi się waż! Zapomniałeś kto wydaje rozkazy?!
- Nie panie , przeprasssszam.
- Możesz odejść.
Skinął na posłańca stojącego przy wrotach do królewskiej sali. Mężczyzna giął się w ukłonach przed Conakiem.
- Sprowadź Khandi.
- Tak panie – zrobił szybki zwrot i już go nie było.
Czy źle wybrał ? Czy stare grymuary tak bardzo się myliły. Może po prostu źle je odebrał. Większość z tych starych przepowiedni była tak zawiła że trzeba było się domyślać ich poszczególnych słów. Przekręcił pierścień na serdecznym palcu lewej ręki.
- Mówiłem żebyś wchodziła drzwiami.
- Pamiętam, ale tak było szybciej. Muszę wykonywać rozkazy mojego władcy w pośpiechu ,
inaczej będzie niezadowolony. – Uśmiechnęła się szelmowsko i stanęła w rozkroku jej czarny skórzany strój był tak obcisły że emanował seksem za każdym razem gdy kobieta się poruszyła. Chłopak westchnął mimowolnie.
- Słucham cię panie.
- Udasz się do Serethi, odnajdziesz chłopaka o imieniu Kevin i przywieziesz go tutaj, masz wytłumaczyć mu dlaczego to takie ważne. Wiesz wszystko na ten temat więc nie będzie problemów.
- A jeśli nie zechce?
- Przekonasz go do tego po swojemu.
- Po swojemu? - Kobieta zamyśliła się po czym uśmiech zagościł na jej ustach.
- Bez rozlewu krwi. – Odparł chłopak.
- Ma się rozumieć panie.
Kobieta odwróciła się i zniknęła równie szybko jak się pojawiła.
Nigdy się do tego nie przyzwyczaję – pomyślał Conak. Teleportacja nie była czymś normalnym nawet u magów. Tylko nieliczni spośród nich posiedli taką wiedzę. Zupełnie jak polimorfia czy porozumiewanie się ze zmarłymi. Imperator stał pośrodku wielkiej komnaty przy stole z czarnego metalu. Wziął do ręki jedną ze świec palących się w trzech stojących na stole lichtarzach i wyjął małą książeczkę zza pasa. Przyglądał się przez chwilę zapiskom i szybkimi , energicznymi ruchami podpalił kartki. Chwilę patrzył na skwierczący papier po czym wrzucił go do misy stojącej obok. Ogień wbrew oczekiwaniom nie był czerwony a seledynowy. To zły znak – pomyślał.
- No cóż, nadchodzą większe kłopoty . Zobaczymy co będzie dalej. Na razie nie pozostaje nic tylko czekanie na łowcę.
 
Stare 13-08-11, 21:57   #6

 
Anod@
 
Wiek: 22
Posty: 1,261


Odp: brak tytułu - zainspirował vince ! vel wieczorne słońce

Cytat:
Pierwszym co poczuła przed otworzeniem oczu było ciepło płonącego ognia na prawym policzku. Ostrożnie podniosła powiekę lewego oka. Próbowała się poruszyć lecz więzy silnie zaciśnięte na jej nadgarstkach nie pozwoliły na to. Zapach wilgotnej ziemi i końskiego potu świdrował jej w nosie. Otworzyła drugie oko i to co zobaczyła napełniło ją przerażeniem. Obok na pniu zwalonego drzewa kucała postać. W pierwszej chwili wyglądała na ludzką lecz prawy profil twarzy siedzącej bokiem do niej istoty był cały porośnięty gęstym zarostem, nawet czoło było przysłonięte czarną szczeciną. Mężczyzna odwrócił do niej twarz i uśmiechnął się. Nie wyczuła w tym uśmiechu żadnych emocji oprócz grozy, która ,gdyby stała, podcięła by jej nogi.
Zacisnęła zęby i odwróciła głowę.
- Obudziłaś się w końcu. – odezwał się głos o dziwo miękki i przyjazny.
Dziewczyna nie odezwała się ani słowem.
- Nie szkodzi że nie mówi – odezwał się drugi głos za nią – nie musimy z nią rozmawiać mamy ją tylko zawieźć w wyznaczone miejsce. Drugiego mężczyzny nie widziała ale po szorstkim głosie poznała że to raczej on z nich dwóch jest tu szefem.
- Racja – odezwał się pierwszy – gadać nie musimy ale zjeść coś powinna.
- Dobra Ricki rozwiąż ją . Tylko uprzedzam Cię – przemówił do dziewczyny - bez żadnych sztuczek, nie masz dokąd uciec a tylko napytasz sobie biedy. Usiądź przy ogniu zaraz potrawka dojdzie, zjesz a my Ci opowiemy o co chodzi. Nazwany Rickim podszedł do niej i w mgnieniu oka wyciągnął sztylet z cholewy buta. Wzdrygnęła się i odsunęła w bok na tyle ile pozwoliły jej pęta.
- Ups przepraszam , przyzwyczajenie. – pochylił się i wyciągnął w jej stronę owłosioną dłoń pomagając się podnieść, po czym przeciął więzy na przegubach rąk i w kostkach. Chwilę trwało zanim krążenie wróciło jej do kończyn. Ricki podszedł do ogniska i zaczął mieszać drewnianą łyżką gotującą się polewkę, po czym nalał trochę do glinianej miski i wyciągnął w stronę dziewczyny.
- No chodź, nie gryzę, a przynajmniej młode dziewczyny. No chyba że w łóżku i tylko jeśli chcą. – wyszczerzył białe równe zęby. Dziewczyna nadal przerażona wykonała polecenie nie bez ociągania. Chwyciła miskę i łyżkę, którą jej podał. Chwilę się w nią wpatrywała po czym zabrała się za jedzenie.
- Trevor, zjesz?
- Nie dzięki, może później.
Drugi z mężczyzn wszedł w światło ognia i dopiero teraz zobaczyła że jest człowiekiem.
Barczysty mężczyzna o niebieskich oczach i rudych włosach oraz brodzie przysiadł na pniaku i wpatrywał się w nią. Mimo swojej postury nie wydawał się przerażający a rysy twarzy i wyraz oczu raczej pokazywały współczucie niż chęć zrobienia krzywdy. No cóż to mógł być tylko pozór, maska, którą przybrał na tą okoliczność.
- Nie miej nam za złe że musieliśmy Cię związać a najpierw uśpić. Nie było czasu na wyjaśnienia. Ktoś deptał nam po piętach. Nazywam się Trevor a to Ricki jak już pewnie wiesz.
I nie patrz tak na niego, wiem że wcześniej nigdy nie widziałaś przedstawiciela Dharnów ale sprostuję że są pokojowo nastawieni. Wykonujemy rozkaz Naczelnej Rady Ankhavoru.
Mamy za zadanie dowieźć Cię całą i zdrową do Vessy, gdzie odbierze Cię ktoś z wysłanników Rady. Nic więcej nie jestem w stanie Ci powiedzieć bo więcej sam nie wiem. Proszę jednak żebyś poszła z nami z własnej woli, gdyż przemoc nie leży w naszym interesie.
Mężczyzna zamilkł i tylko wpatrywał się w twarz przerażonej dziewczyny. Długo trwało zanim skończyła polewkę. Odłożyła miskę i wstała.
- Nazywam się Julia a daleko ta Vessa? Nigdy o niej nie słyszałam.
- Miło mi Julio, to jakieś 10 dni drogi. Podróż nie będzie łatwa musimy przedostać się przez góry na zachodzie, potem w dół strumieniem Elves i kawałek na północ jakieś 5 mil. Konno powinniśmy dotrzeć w maksymalnie 12 dni.
- Więc kiedy ruszamy?
- Rano, w nocy ciężko podróżować, powinnaś się przespać, będziemy trzymać warte na zmianę.
Julia szybko pojęła jakie ma możliwości. Jednak jazda w pętach jej się nie uśmiechała a raczej nie wyobrażała sobie żeby udało się jej uciec, postanowiła więc zobaczyć czego od niej chce ta Rada i jak najszybciej potem wrócić do domu gdzie na pewno czekał na nią Kevin odchodząc od zmysłów…


Już na skraju wioski Kevin zobaczył że coś jest nie tak, ludzie wychodzili z domów przestraszeni i szeptali coś do siebie. Dwa wielkie koty zatrzymały się przed ojcem Alice. Ten bez słowa skinął na dwójkę by poszli za nim. Dopiero przed domem podszedł do córki i szepnął jej coś do ucha. Ta natychmiast odwróciła się gwizdnęła na Kanę i Enye, które posłusznie poszły za nią.
- Jest źle – odezwał się Bruno – chodź.
Chłopak ani myślał sprzeczać się z tym człowiekiem. Pośpiesznie wszedł za nim na ganek i dalej do sieni. Gdy weszli do pokoju chłopak ujrzał cztery osoby siedzące przy stole, na którym pyszniły się puchary z winem i patery z owocami. Dwójkę z nich znał Durnana Kesleya – ojca Vince’a, naczelnego czarodzieja wioski – oraz Nathani Senbon – widzącą. Pozostała dwójka patrzyła na niego obojętnym wzrokiem. Kobieta w bieli o złocistych włosach i brwiach a oczach tak zielonych jak wiosenna łąka oraz mężczyzna o szpakowatej fizjonomii i oczach w których nie dało się nic wyczytać.
- To jest ten Łowczy? – zapytał z powagą nieznany przybysz – przecież to jeszcze dziecko.
Chudy, niski i do tego chyba przy głupawy…
Nieznajoma spojrzała Kevinowi w oczy a on nie potrafił wytrzymać głębi tej zieleni.
Urzekały i odpychały zarazem. Odwrócił wzrok na Bruna udając że chce się dowiedzieć co tu się dzieje.
- Ta szlachetna Pani reprezentuję Naczelną Rade Ankhavoru i jest jedną z przewodniczących w Najwyższym Konwencie Magii w całej Serethi.
- Nie musisz mnie przedstawiać Brunonie, sama potrafię to zrobić. Angela Ovidius, miło Cię poznać Kevinie Berethil. Ten tu wysokiej rangi oficer jest głównodowodzącym przybocznej straży Konwentu a nazywa się Jonatan Yas. – kobieta uśmiechnęła się a błysk świec odbił się w jej pięknych zębach.
- Wybacz Pani ale nie mam czasu na wasze sprawy i w ogóle nie wiem po co Wam jestem potrzebny. Brunonie ktoś porwał Julie, mnie i Alice zaatakował czarodziej, właściwie dwóch w przeciągu kilku godzin musi… - i to wszystko co był w stanie powiedzieć łowczy bo czar kneblujący był tak mocny że chłopak tylko zacharczał kolejne słowo i umilkł.
- Julia jest w drodze do Vessy – odezwała się kobieta – zostanie pod naszą opieką gdzie Ty udasz się również i nie mamy czasu na kłótnie i spory. Mogę Cię tylko zapewnić że nic złego jej się nie stanie dopóki jest pod Naszą ochroną.
Chłopak poczuł że odzyskuje mowę ale zamiast coś powiedzieć rzucił się w kierunku odzianej w biel kobiety. Ta nie wykonując żadnego ruchu, nie wstając nawet z krzesła uniosła go w powietrze. Przez chwile oszołomiony patrzył jak lewituje nad podłogą po czym z wielkim hukiem uderzył pośladkami o ziemie.
- Taką niesubordynację każemy batami – odezwał się Yas.
- Myślę że to nie będzie potrzebne – uśmiechnęła się magiczka – już się uspokoił.
- Kevinie zrobisz jak mówi i lepiej bądź spokojny bo to dla dobra i Julii i Twojego – przemówiła Nathani.
- No pewnie, mnie to nikt nie pyta o zdanie – naburmuszył się chłopak.
- Pojedzie z Tobą moja córka – gospodarz uciął narzekania Kevina.
- Tego mi brakowało.
- Uspokój się i posłuchaj – wtrącił Durnan – Wy dwoje jesteście ostatnią nadzieją. Pojedziecie do Ankhavoru i będziecie pobierać nauki, więcej dowiesz się w drodze od Pani Angeli. Czy to zrozumiałe?
- Trudno nie zrozumieć. Chyba nie mam nic do powiedzenia…
- Więc postanowione wyruszamy o świcie. Prześpij się i spakuj, poślemy po Ciebie.
- A może mi chociaż wyjaśnicie o co chodzi?
- W drodze a teraz zmykaj – zielone latarnie Angeli błyszczały złowieszczym blaskiem. Kevin wiedział że i tak niczego się nie dowie więc pospiesznie wyszedł na zewnątrz.
 

Zamknięty temat

Tagi
slonce, wieczorne, vel, vince, zainspirowal, tytulu, brak


Podobne wątki dla: brak tytułu - zainspirował vince ! vel wieczorne słońce
Temat Forum
Poszukuje Tytułu Muzyka
Poszukuję tytułu Muzyka
Brak lvl Skargi
Brak lvl'i Archiwum
Ostrzeżenie dla patologia: Brak Wzoru, Brak kultury, Zły dział Raporty postów i tematów



Ostatnio wyszukiwane
battlefield 3 multiplayer na piracie counter strike 1.6 download non steam counter strike 1.6 non steam counter strike 1.6 non steam download cs 1.6 download non steam cs 1.6 download non steam v32 cs 1.6 non steam cs 1.6 non steam download cs 1.6 non steam download v32 cs 1.6 non steam pobierz cs download non steam cs non steam download cs non steam pobierz diablo mod download cs 1.6 non steam ffa forum cs mapy cs mapy do cs mapy do cs 1.6 phoenix download phoenix program pobierz cs 1.6 non steam polskie serwery cs prototype spolszczenie ronaldo messi tapety na telefon 240x320 ujarani volta sq volta-sq.pl automatyka do bram domki narzędziowe konta bankowe regały windykacja długów